Autor: Katarzyna Janiszewska
Anna Wózek i Marcin Rybski są jak para detektywów. Odkrywają zagadki przeszłości. Z okruchów tego, co pozostało, z dokumentów i ze wspomnień składają obraz dawnego życia. Próbują ocalić je dla przyszłych pokoleń.
Do skansenu w Branicach z terenów dawnej wsi Pleszów właśnie przenoszą ponad stupięćdziesięcioletnią chatę. Drewniana, w pastelowym błękicie, kryta strzechą żytnią prezentuje się wspaniale. A co ważniejsze, ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. – Najbardziej niesamowitym momentem jest wejście do takiego domu po raz pierwszy. Próbujemy odgadnąć, jaki był układ pomieszczeń, jaką miały one funkcję, czym zajmował się dany gospodarz – mówi Marcin Rybski, dyrektor Oddziału Park Edukacyjny Branice Kraków Nowa Huta Przyszłości. – Gdy wchodzi się do takiej starej wiejskiej chałupy, to jest zagadka – dodaje współpracująca z nim Anna Wózek. – Tam jest tyle różnych współczesnych naleciałości: została wymieniona stolarka okienna, drzwiowa. Zastanawiamy się, jak wyglądał dom, gdy go wybudowano. Zdjęć nie ma, bo najczęściej nikt ludziom na wsi ich nie robił. Próbujemy rozszyfrować, kto był pierwszym właścicielem, kto ostatnim. Imiona i nazwiska we wsi Pleszów mieszają się, więc to nie takie proste. Wszystkich niewiadomych nie da się wyjaśnić. Wiele odkrywamy na zasadzie intuicji, analogii. Co mówi chałupa? Jakie zatem wnioski wyciągniemy, przyglądając się chałupie? Została wybudowana w 1867 roku. Układ jest tradycyjny, krakowski. Domy orientowano względem stron świata i miało to swoje znaczenie. Od północy było chłodno, więc tam budowano pomieszczenia gospodarcze. Od południa ciepło i tam urządzano izby mieszkalne. Dzięki temu wpadało do nich więcej światła dziennego, łatwiej było ogrzać je zimą, a latem przewietrzyć. Chałupa jest kryta czterdziestocentymetrową żytnią strzechą, która zapewniała izolację cieplną i zabezpieczała dach przed wodą, żeby nie przeciekał. W środku mamy przelotową sień. Po obu stronach są izby z drewnianą podłogą, gdzie ludzie żyli, jedli, spali i pracowali. Są też komory z glinianym klepiskiem, w których przechowywano żywność i trzymano zwierzęta. Jedną z ciekawostek było odkrycie stajni, przylegającej bezpośrednio do izby. – To pokazuje, jak blisko ludzie żyli ze zwierzętami, dosłownie ściana w ścianę – podkreśla Wózek. – Widzimy, co było dla nich ważne. Przyroda, zwierzęta. Religia. W wielu budynkach, do których wchodzimy, zostało oryginalne wyposażenie. Najczęściej są to święte obrazy, oleodruki. Wieszano je na każdej ścianie, w dużych ilościach. Tego absolutnie nie można było się pozbyć, oddać, broń Boże wyrzucić. Trzymano je, więc zachowały się do dziś.









