Kraków – Nowa Huta Przyszłości to jeden z najważniejszych i najbardziej ambitnych projektów urbanistycznych w Polsce. O jego początkach, wizji i wyzwaniach rozmawiamy z dr. hab. Michałem Stangelem, głównym autorem zwycięskiego, konkursowego masterplanu dla tego obszaru.
Od konkursu urbanistycznego na zagospodarowanie obszaru Nowej Huty Przyszłości mija już 13 lat. Na czym polegało zadanie?
Konkurs dotyczył prawie całego terenu dzielnicy, z wyjątkiem klasycznych osiedli Nowej Huty. Mówimy o obszarze ponad 5 tys. hektarów. Głównym celem było stworzenie kompleksowej wizji rozwoju i aktywizacji tej części miasta, z ambicją przekształcenia jej w pełnoprawne, wielofunkcyjne miasto. Zależało nam na stworzeniu kompletnej struktury miejskiej, uwzględniającej wszelkie niezbędne elementy. Równocześnie, mieliśmy za zadanie wdrożyć w życie idee zielonego i zrównoważonego miasta, adaptując je do specyfiki tej lokalizacji.
Warto podkreślić, że projekt mógł powstać dzięki pracy ośmioosobowego zespołu, w którym kluczowymi partnerami byli Adam Drobniak, ekonomista z bogatym doświadczeniem w rewitalizacji terenów poprzemysłowych i strategicznym podejściu do rozwoju miast, oraz Michał Beim, specjalista od transportu. Ich wiedza i doświadczenie, zwłaszcza w zakresie połączenia transportu z infrastrukturą, miały ogromny wpływ na kształt masterplanu.
W zespole byli też ekonomista Adam Polko oraz architekci: Rafał Schurma, Anna Karłowska, Anna Saucha i student architektury Maciej Wężykowski.
Konkurs był bardzo otwarty. Poza ogólną wytyczną, że ma to być kompletna dzielnica miejska, wskazano jedynie dwa kluczowe punkty: oś ulicy Igołomskiej jako ważny kierunek rozwoju oraz obszar, gdzie dziś znajdują się strefy aktywności gospodarczej. Pozostawiono nam dużą swobodę, co pozwoliło na głęboką analizę terenu i podjęcie strategicznych decyzji dotyczących intensywności zabudowy, stopnia przekształceń i rozmieszczenia poszczególnych elementów.
Co znalazło się w Państwa propozycji masterplanu? W artykule, którego był Pan współautorem, czytam m.in. o zielonej, prężnej dzielnicy biznesu, inteligentnej dzielnicy mieszkaniowej, udogodnieniach dla innowacji i kreatywności.
Sercem dzielnicy miało być nowe centrum w rejonie ulicy Igołomskiej – obszar z nową, intensywną zabudową miejską. Na północy miało być powiązane z centrum logistycznym i terenami przemysłowymi, a na południu z terenami rekreacyjnymi.
Kluczową ideą było też usprawnienie komunikacji. Zaproponowaliśmy stworzenie drugiej odnogi linii kolejowej, która dochodziłaby do rejonu Igołomskiej, a następnie łączyła się z istniejącym przebiegiem. To umożliwiłoby budowę nowej stacji kolejowej w miejscu obecnych stref aktywności gospodarczej, znacząco poprawiając skomunikowanie obszaru. Drugą stację kolejową przewidzieliśmy przy Przylasku Rusieckim. Pasmo zabudowy miałoby łączyć te dwie stacje, a dodatkowo planowaliśmy przedłużenie linii tramwajowej aż do Przylasku Rusieckiego. To była idea integracji rozwoju przestrzennego z transportem publicznym, która jest fundamentem dobrej urbanistyki.
Powiedzmy jeszcze trochę o głównych elementach koncepcji. Jakie funkcje miałaby zapewniać tworzona w ten sposób nowa dzielnica miasta?
Pierwszy element to wielofunkcyjna struktura miejska: zabudowa mieszkaniowa z lokalnymi usługami, takimi jak szkoły, przedszkola, biura. To miało być nowe miasto, płynnie powiązane na północy z przemysłem i centrum logistycznym, a także z terenami zieleni, zapewniając dobry dostęp do natury. Pasmo zabudowy miało rozciągać się aż do Przylasku Rusieckiego, oferując dostęp do terenów wodnych i rekreacyjnych.
Drugi wątek dotyczył udostępnienia terenów kombinatu. Dokładnie przeanalizowaliśmy, co realnie można uwolnić i w jaki sposób. Zaproponowaliśmy trzy kluczowe miejsca: strefę aktywności usługowo-przemysłowej na zachód od centrum administracyjnego, którą nazwaliśmy „Kuźnią Przedsiębiorczości” – miało to odzwierciedlenie w projekcie planu miejscowego, który nie został uchwalony. Drugi zespół to wewnętrzne tereny kombinatu, niewykorzystywane już przez hutę, przeznaczone na nowe firmy związane z przemysłem. Trzecim, bardzo ciekawym obszarem, było pasmo terenu na południu, przy bramie nr 5, o długości prawie kilometra, rozciągające się do wielkiego pieca.
Trzeci zestaw funkcji to atrakcje ogólnomiejskie, które przyciągnęłyby mieszkańców i turystów. Zaproponowaliśmy tam Centrum Nauki i Techniki, tereny EXPO oraz Muzeum Stali, zlokalizowane tuż przy bramie nr 5, niedaleko portu Kujawy. Takie atrakcje miałyby za zadanie ściągnąć ludzi do Nowej Huty.
Które z założeń masterplanu udało się zrealizować bez większych zmian, a które musiały zostać dostosowane do realiów?
Jury konkursu i władze miasta przyznały nam pierwszą nagrodę za trafne ulokowanie intensyfikacji zabudowy i ideę połączenia rozwoju miasta z transportem publicznym. Ówczesna wiceprezydent Krakowa, Elżbieta Koterba, stwierdziła, że nasza praca zawiera wszystko, co jest potrzebne do dalszych działań. I faktycznie, ogólny kierunek rozwoju, z pasmem rozwojowym i czterema strategicznymi projektami spółki Nowa Huta Przyszłości – Centrum Logistyczne, Park Naukowo-Technologiczny, Błonia 2.0 i Przylasek Rusiecki – jest bardzo zbliżony do naszej koncepcji. Lokalizacje są podobne, jest też przewidziana zabudowa mieszkaniowa.
Niemniej jednak, intensywność zabudowy jest wyraźnie niższa niż pierwotnie zakładaliśmy. Marzyliśmy o gęstym mieście, ale Kraków skierował uwagę na rozwój obszaru Rybitw, a Nowa Huta stała się bardziej terenem aktywności gospodarczej o niższej intensywności, z punktowymi lokalizacjami. To jednak nie oznacza, że docelowo intensywność się nie zwiększy. Miasta zazwyczaj rozwijają się stopniowo – najpierw jest niższa intensywność, a potem następuje zagęszczenie, zwłaszcza w obliczu powstania nowych przystanków kolejowych. Co do transportu, niestety, z naszych propozycji komunikacyjnych na razie powstał tylko przystanek kolejowy przy Przylasku Rusieckim.
Z jaką perspektywą czasową tworzy się taki masterplan?
W naszej perspektywie masterplan zakładał około 15 lat, ale jest to bardzo umowne. Procesy urbanistyczne zależą od wielu czynników, w tym od atrakcyjności terenu. Gdyby Nowa Huta Przyszłości była bliżej centrum i bardziej atrakcyjna pod zabudowę mieszkaniową, procesy mogłyby przebiegać znacznie szybciej.
Gdyby miał Pan dzisiaj zaprojektować Nową Hutę Przyszłości, czy coś by Pan zmienił lub dodał?
To zależy od formuły zadania konkursowego. Nasze pierwotne zadanie było bardzo optymistyczne – projektowanie nowego miasta. Dziś na pewno uwzględniłbym nowe środki mobilności, takie jak autonomiczne pojazdy czy elektryczna mobilność. Można by też bardziej integrować funkcje. Na przykład, pierwotnie Centrum Nauki i Techniki czy EXPO planowaliśmy przy hucie. Dziś, w związku z wpisaniem wielkiego pieca do rejestru zabytków i szansą na jego zagospodarowanie, można ponownie przemyśleć umiejscowienie tam atrakcyjnej placówki, która przyciągnie ludzi. Takie miejsca powinny być multifunkcyjne, oferując szeroki zakres wydarzeń i działając na całe otoczenie. Przez pewien czas był pomysł stworzenia Centrum Badań nad Przyszłością im. Lema, co doskonale wpisuje się w ten nurt.
Na ile przykład Nowej Huty Przyszłości może być modelem dla innych miast?
Przykład Nowej Huty Przyszłości jest modelowy pod wieloma względami. Konkursowy pomysł integracji nowej zabudowy z transportem publicznym to abecadło urbanistyki, stosowane na całym świecie. Rozwój miasta wzdłuż nowych linii kolejowych czy metra to sprawdzona metoda, którą można zaobserwować w Kopenhadze, Gdyni czy Gdańsku. Tworzenie takich pasm rozwojowych jest również modelowe, ponieważ skupienie zabudowy w pasmach ma wiele zalet. Po pierwsze, sprzyja idei „miasta 15-minutowego”, gdzie wszystko jest blisko: mieszkania, sklepy, usługi, miejsca pracy. Po drugie, rozciągnięcie pasma zapewnia bliskość terenów zieleni i natury po obu stronach. Ułatwia to również komunikację, nawet jeśli nie powstaje tramwaj – odpowiednio zaplanowane ścieżki rowerowe czy szlaki pieszo-rowerowe mogą skutecznie obsłużyć takie pasmo.
Czy priorytety w projektowaniu przestrzeni miejskiej zmieniły się na przestrzeni tej dekady?
Radykalnych zmian nie ma, ale różne idee rozwinęły się i stały się bardziej precyzyjne. Idea „miasta zwartego” czy „wielofunkcyjnego” to dziś modne pojęcie „miasta 15-minutowego”, które być może bardziej komunikatywnie oddaje istotę idei. Czyli tego, aby wszystko było w zasięgu pieszym lub rowerowym. Nasze pasmo rozwojowe, wyznaczone wtedy w oparciu o analizy, ale i intuicję, dziś można by precyzyjniej zaplanować, stosując narzędzia komputerowe, systemy GIS do określania zasięgów dostępności od przystanków komunikacji czy różnych funkcji.
Wspomniane wcześniej funkcje, takie jak Centrum Nauki i Techniki czy Muzeum Stali, zyskałyby dziś na integracji. Muzeum nie jest już tylko muzeum, ale wielofunkcyjnym obiektem, oferującym szeroki zakres wydarzeń, atrakcji i działającym na otoczenie. Na pewno jest potencjał do rozwoju takich funkcji w Nowej Hucie, aby stworzyć coś naprawdę unikalnego i przyciągającego.
Jakie są największe zagrożenia i szanse dla dalszej realizacji projektu Kraków – Nowa Huta Przyszłości?
Projekt rozwija się bardzo ciekawie, a komunikacja, w tym dwie nowe stacje kolejowe, to duży atut. Myślę, że dużym wyzwaniem, nad którym rozmawiam również z przedstawicielami spółki, jest większa integracja wszystkich elementów. Chodzi o to, by w wolne luki wpasować tereny mieszkaniowe i przewidzieć rezerwy pod usługi. Na razie zabudowy mieszkaniowej jest niewiele, więc budowanie szkół, przedszkoli czy sklepów nie ma sensu, ale warto to przewidzieć w szczegółowym masterplanie. Często widać, że początkowo jest „za wcześnie” na usługi, a potem, gdy zabudowa się rozwinie, „za późno” na znalezienie optymalnych lokalizacji.
Szansą jest powrót do pomysłu funkcji naukowo-technologicznej, na przykład Muzeum Stali. Jak wspomniałem, zwłaszcza teraz, gdy wielki piec został wpisany do rejestru zabytków, warto wrócić do idei stworzenia atrakcyjnej placówki w pasie od wielkiego pieca do bramy nr 5, a może nawet do portu. Współczesne muzea potrafią budować fascynującą narrację, a wokół stali i metalurgii można opowiedzieć całą historię cywilizacji.
Nowa Huta Przyszłości, mimo pewnego oddalenia od centrum, może stać się poligonem dla alternatywnych form zabudowy mieszkaniowej. Dla standardowej zabudowy deweloperskiej może nie jest aż tak atrakcyjna, ale dla co-housingów, czyli wspólnot, które samodzielnie organizują się i budują małe, wielorodzinne domy, mogłaby być interesująca. Jeżeli Nowa Huta ma przyciągać ludzi przedsiębiorczych do rozwijania dzielnicy i lokowania tu swoich biznesów, to być może część z nich zechce również zaangażować się w samodzielne tworzenie zabudowy mieszkaniowej, w tym małych wspólnot czy domów, które mogą rozrastać się w czasie użytkowania. Przykładem są też mieszkania dla seniorów czy mieszkania ekologiczne, blisko natury, blisko Wisły, a jednocześnie dobrze skomunikowane, co mogłoby się sprawdzić, zwłaszcza w rejonie Przylasku Rusieckiego.
Więcej artykułów z tej serii pod linkiem.
Publikacja powstała w ramach cyklu „10 wywiadów na 10-lecie spółki Kraków Nowa Huta Przyszłości”. Seria rozmów przybliża sylwetki osób, które odegrały – i wciąż odgrywają – kluczową rolę w rozwoju projektu rewitalizacji wschodniej części Krakowa.











