Z prof. Marcinem Furtakiem, autorem koncepcji Strefy Aktywności Gospodarczej, rozmawiamy o tym, jak połączyć dziedzictwo historyczne z innowacyjnymi rozwiązaniami proekologicznymi i ekonomicznymi.
Coraz więcej mówi się o konieczności adaptacji do zmian klimatycznych w planowaniu urbanistycznym. Jak w Pana ocenie nowoczesna strefa aktywności gospodarczej powinna odpowiadać na wyzwania związane np. z efektem miejskiej wyspy ciepła, gospodarką wodną czy retencją deszczówki?
To jest niezwykle ciekawe pytanie z punktu widzenia kreacji urbanistycznej. Proszę wziąć pod uwagę, że projekt powstawał ok. 10 lat temu, w warunkach zupełnie innej świadomości ekologicznej i innych realiów ekonomicznych. W przypadku Strefy Aktywności Gospodarczej „Nowa Huta Przyszłości” nie uzupełnialiśmy istniejącej tkanki, ale tworzyliśmy zupełnie nową jakość krajobrazowo-przyrodniczą. Naszym podstawowym zadaniem było już wtedy stworzenie ram i wytycznych, które pozwolą w późniejszej zabudowie realizować postulaty zrównoważonego rozwoju i proekologiczności na obszarze poprzemysłowym, często zdegradowanym i chaotycznym.
Mieliśmy do czynienia z obszarem poprzemysłowym, zniszczonym przez nieuporządkowaną infrastrukturę i pozostałości budynków, które utrudniały naturalny rozrost biologiczny. Z drugiej strony, inwestor oczekiwał przestrzeni pod intensywną zabudowę usługową i inwestycyjną. Kluczowe było dla nas, by oddać jak najwięcej przyrodzie i zhumanizować ten obszar. Udało się osiągnąć imponujące wskaźniki, na przykład dla całego terenu, który ma charakter przemysłowy, wprowadziliśmy wymóg zachowania co najmniej 40 proc. powierzchni biologicznie czynnej, choć realnie spodziewamy się wartości nawet dochodzących do 60 proc.
W uzupełnieniu do dyspozycji przestrzennych stworzono około 3 kilometrów ścieżek rowerowych, co na obszarze stricte przemysłowym jest zupełnie nową jakością. Łącznie na tym obszarze powstanie 2,7 hektara terenów zielonych – z setkami drzew, szpalerami, parkami, skwerami i zielonymi formami przestrzennymi, które powodują, że środowisko przemysłowe nie będzie tak klasycznie opresyjne. Zieleń ma tu rolę katalizatora dla użytkowników działek jako element relaksu i odpoczynku.
A co z kwestią retencji? Jak to zostało rozwiązane?
Kwestia retencji została rozwiązana w innowacyjny sposób. Poza klasycznymi zbiornikami retencyjnymi, na etapie projektowania przewidzieliśmy większe przekroje sieci i elementów infrastruktury, dzięki czemu woda może być magazynowana bezpośrednio w zakresie samych instalacji. To rozwiązanie jest zarówno ekonomiczne, jak i ekologicznie uzasadnione.
Jak udało się połączyć te aspekty ekonomiczne i ekologiczne? Czy te rozwiązania są traktowane jako pewien koszt, który trzeba ponieść, czy raczej bardziej jako inwestycja, która w dłuższej perspektywie się opłaca?
Koszt rozwiązań proekologicznych, zielonych czy proklimatycznych, bez wątpienia się zwróci. Jest ponoszony jednorazowo, a skutkuje permanentną poprawą funkcjonowania obszaru. Weźmy przykład zieleni. Drzewa nie tylko produkują tlen, poprawiają mikroklimat i likwidują efekt wyspy ciepła, ale także oszczędzają środki na zużycie energii do klimatyzowania pomieszczeń. Ponadto, zieleń staje się buforem akustycznym – nie odbija hałasu, ale go rozprasza, co obniża uciążliwość, poprawia jakość i wydajność pracy. Zatem korzyści nie są tylko ekologiczne, ale także psychofizyczne, estetyczne i psychologiczne.
Skoro mówimy o inwestycjach, jednym z dużych przedsięwzięć było przeniesienie pod ziemię linii energetycznej. Jakie główne przesłanki doprowadziły do tej decyzji?
To było duże przedsięwzięcie, zarówno techniczne, jak i finansowe, choć dzisiaj koszty położenia linii podziemnej i napowietrznej bardzo się już ujednoliciły. Dawniej znacznie prościej było postawić słupy, ale dzisiaj koszty się wyrównują z tą oto korzyścią, że sieć położona pod ziemią ma zdecydowanie mniejszy stopień uciążliwości.
Czyli linia podziemna ma znacznie mniejsze ograniczenia dotyczące swojego otoczenia i daje większe pole manewru, jeśli chodzi o projektowanie, np. zieleni?
Zdecydowanie tak. Pod sieciami energetycznymi nie możemy projektować ani nasadzać drzew, musimy pielęgnować szerokie i rozległe strefy ochronne, co zabiera inwestycyjnie sporo ziemi. Tutaj tego efektu nie ma. Poza tym, linia napowietrzna jest barierą – dla zwierząt, dla ludzi, jest barierą kompozycyjną i estetyczną. Przy skablowaniu ta uciążliwość ustaje. To otwiera walor ekonomiczny do wykorzystania ziemi. Ziemia, która może być zagospodarowana w ten czy inny sposób, ma zdecydowanie większą wartość ekonomiczną. Ten zabieg ma zatem wielowymiarową korzyść – krajobrazową, przyrodniczą i ekonomiczną.
Wracając do dziedzictwa, jaką rolę w Pana koncepcji odegrała zastana infrastruktura i historyczny układ przestrzenny Nowej Huty? Czy to było inspiracją, czy raczej przeszkodą?
Zastaliśmy całe spektrum pozostałości po poprzedniej działalności Huty, które w większości trzeba było zdemontować, łącznie ze schronami, które po okresie zimnej wojny służyły za magazyny. To dało asumpt do rekultywacji terenów.
Jednak to tradycja Nowej Huty stała się prawdziwą inspiracją projektową. Nowa Huta, jako założenie socrealistyczne w części mieszkaniowej, była projektowana w oparciu o silny, trójosiowy układ, mocno obsadzony roślinnością, drzewami i krzewami, co dziś skutkuje tym, że dzielnica jest coraz bardziej atrakcyjną częścią Krakowa.
Dla nas korzystne były wątki geometrii układu, ta prostokreślność, która spowodowała, że szukaliśmy podobnych powiązań kompozycyjnych. Chcieliśmy zaszczepić te elementy humanizacyjne do pozornie nieludzkiej substancji przemysłowej. Ideą jest stworzenie „wysepek”, które mają być takimi „węzłami życia” harmonizującymi i łączącymi okolicę. Nawiązujemy do szerokości arterii komunikacyjnych, promenad i alei z pierwotnej Nowej Huty. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z dobrym przewiewem, dostępem do słońca i światła. Nie są to ciasne, wąziutkie obszary, ale przestrzenie projektowane z dużymi korytarzami przewietrzania.
Za realizację całego projektu odpowiada spółka Kraków Nowa Huta Przyszłości. W jaki sposób Pana współpraca z KNHP wpłynęła na pierwotny projekt i jego ostateczną formę? Czy wizje się spotykały?
Wizje w dużej mierze były zbieżne. Spółka, zwłaszcza na wczesnym etapie, wykazała się wizjonerskim podejściem. Nie postawiła kwestii intensywności zabudowy jako jedynego wyznacznika sukcesu, dając nam sporą swobodę projektową. Wsłuchiwano się w nasze propozycje, aby tworzyć przestrzenie publiczne, co jest rzadkością. Ówczesny prezes, Artur Paszko, znajdował zrozumienie dla propozycji, które wychodziły poza standardowe, jednowymiarowe podejście ekonomiczne.
Dowodem na to są chociażby obiekty, które udało nam się zaproponować, jak przestrzenie do integracji, które służą nie tylko procesom produkcyjnym, ale są przestrzeniami dla ludzi. To była swego rodzaju batalia projektowa, w której wizja ewoluowała i była wypracowywana w dużym poszanowaniu dla aspektów pozaekonomicznych.
Gdyby Pana zapytać o największe nadzieje, ale też i obawy, co do przyszłego rozwoju tego obszaru i jego integracji z resztą Krakowa – jak to Pana zdaniem wygląda?
Największą nadzieją jest to, żeby ten teren się rozrastał i poszerzał o tereny rekreacyjne, sportowe i mieszkaniowe. Chodzi o to, żeby poszczególne „wysepki” zostały połączone w jeden organizm, a Nowa Huta Przyszłości urosła do rangi nowej dzielnicy, harmonijnie związanej z resztą Krakowa.
Największym wyzwaniem pozostaje struktura własnościowa i kwestia późniejszych gospodarzy terenu. Nawet najlepiej przygotowany teren nie będzie atrakcyjny, jeżeli jego późniejszy gospodarz nie zrealizuje w części pierwotnej idei. Zależy mi na tym, by budynki produkcyjne, magazynowe i biurowe, które powstaną, spełniały wymogi współczesnej energooszczędności i tworzyły ciekawą, atrakcyjną substancję miejską. Mamy ograniczony wpływ na jakość inwestycji, ale nadzieją jest to, że dobre przykłady się bronią. Jeden dobrze zrealizowany projekt pilotażowy wyznacza trend i punkt odniesienia dla kolejnych inwestorów, którzy nie będą chcieli być gorsi.
Publikacja powstała w ramach cyklu „10 wywiadów na 10-lecie spółki Kraków Nowa Huta Przyszłości”. Seria rozmów przybliża sylwetki osób, które odegrały – i wciąż odgrywają – kluczową rolę w rozwoju projektu rewitalizacji wschodniej części Krakowa.









